Ten bezdomny piesek biegł za nim po pustyni przez 32 kilometry. Gdy dotarli do obozowisko wydarzyło się coś, co zmieniło życie obojga na zawsze.
Imię jakie nadano suczce nie powinno dziwić. Od teraz nazywano ją Gobi, na cześć pustyni, którą tak dzielnie przemaszerowała. Piesek zdobył serce nie tylko Diona, ale też innych uczestników, którzy oddawali część swojego jedzenia, by nakarmić zwierzaka. Gobi to najlepszy pies jakiego możecie sobie wyobrazić. Nie szczeka, nie gryzie nas ani sprzętu, nie warczy, nie przekopuje nam plecaków i nie kradnie skarpetek.. - powiedział inny uczestnik 4 Deserts, Richard Henson.
Gobi szybko stała się główną gwiazdą wyścigu. Leonard, który pochodzi z Australii, ale mieszka w Wielkiej Brytanii, zrozumiał, że nie chce i nie może zostawić Gobi w Chinach. Pokochał małego pieska jak swojego, dlatego zaczął myśleć o adopcji.
Zorganizował zbiórkę pieniędzy w internecie za pośrednictwem jednej ze stron crowdfundingowych. Legalne sprowadzenie zwierzęcia na Wyspy Brytyjskie jest kosztownym procesem, do którego trzeba wliczyć odpowiednie szczepienia, badania i 4 miesiące kwarantanny. Udało się zebrać potrzebne pieniądze z nawiązką.